El Condor – co wielkiego jest w tym odcinku Rajdu Argentyny?

Rajdowi kierowcy nie mają za wiele czasu na rozrywkę podczas ścigania. Ich koncentracja na jeździe jest tak duża, że ciężko im jest podziwiać przepiękne krajobrazy. Przykładem takiego miejsca są Andy, gdzie rozgrywa się fragment Rajdu Argentyny.Słynny odcinek El Condor zadebiutował w programie imprezy w 1996 roku. OS o długości przeszło 30 kilometrów rozciąga się w wysokich górach, pełnych wielkich głazów. Z racji wysokości około 2100 metrów n.p.m., odczuwalny jest brak mocy silnika.- „El Condor jest bardzo charakterystycznym odcinkiem. Już na starcie kierowca widzi, co go czeka przez najbliższe 25 kilometrów. To są przepiękne krajobrazy” – ocenił próbę Armin Schwarz.- „To jest jak jazda na księżycu” – rozpoczął swój opis Mikko Hirvonen. – „Tam są wszędzie kamienie i głazy. Droga jest wąska. To niesamowity widok z samochodu.”– „To jest bardzo dobry odcinek dla mnie, jestem tam szybki. Panują tam niskie temperatury, a w 2005 roku można było dostrzec lód. Trasa jest mocno pokręcona, bardzo wąska, a pokonywanie mostów jest prawdziwą przygodą” – podsumował Petter Solberg.- „Jak to się dzieje na całym świecie, na dużych wysokościach ciśnienie powietrza jest niższe, a samochód potrzebuje tego powietrza bardzo dużo. Silnik dostając tego powietrza za mało, traci moc. To jest jednym z problemów podczas tego rajdu. Kierowcy często wypowiadają się, że czegoś brakuje i rzeczywiście brakuje tej mocy” – wyjaśnia zjawisko utraty mocy Francois-Xavier DeMaison, starszy inżynier z Subaru.Niskie temperatury i duża wysokość nie odstrasza jednak słynnych argentyńskich kibiców, którzy licznie gromadzą się na El Condor, aby wspierać swoich idoli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *